Szczescie
Jedyny element układanki zwanej życiem, pomimo ze znajduje się tak strasznie blisko wydaje się być niedostępny. Do pełni szczęścia brakuje mi zaledwie jednego elementu, który prawdopodobnie nigdy nie znajdzie się już w moich rękach...
Ogien zycia
Wszystko spala się w ogniu, nadzieje, marzenia, uczucia, wspomnienia...Tyle rzeczy odpychamy codziennie jak najdalej od siebie. Piękne wspomnienia popadają w zapomnienie, a ich miejsce zostaje wypełnione nowymi. Każdy z nas, nawet Ty czytelniku, na pewno masz na sumieniu coś czego chciałbyś się pozbyć. Coś co męczy twoją zdradzoną duszę od jakiegoś czasu. Co zrobisz? Zapomnisz o wszystkim czy może postarasz się zachować to w pamięci. Zapominając odrzucamy wewnętrzną część siebie, część własnej duszy, własnego serca...przecież nie wszystko było takie złe, zmieniając punkt widzenia można zauważyć pozytywne aspekty przeszłości, możliwe że uda nam się nawet wyciągnąć jakąś lekcję na przyszłość...
Ogień życia płonie w nas nieustannie, i chociaż czasami ciężkie chwile wydają się przytłumiać ten żar. Tak naprawdę nie mają one na niego żadnego wpływu...serca niestety nie da się zmienić od tak.
Nadzieja
Mówią że nadzieja zawsze umiera jako ostatnia, czemu moje sumienie nie pozwala mi się z nią rozstać...za każdym razem kiedy już wydaje mi się że odchodzę od przeszłości, włącza się taka czerwona lampka z komunikatem..."przecież nie tego chcesz, zależy Ci na czymś innym, nie zatrać swojej osobowości"
Rezultatem tego jest, że utknąłem w swoistym bąblu wspomnień i niespełnionych nadziei. Nie potrafię dopuścić do siebie myśli innych niż te że jednak się uda..Niestety bąbel jest jak błędne koło, dochodząc do jego granicy momentalnie jesteśmy odepchnięci do samego środka, zaczynając wszystko od początku.
Jak przełamać tą magiczną barierę, możliwe że ktoś posiada klucz do drzwi które znajdują się bliżej niż potrafię to sobie wyobrazić.
"Tak więc trwają nadzieja, wiara i miłość - te trzy, z nich zaś najważniejsza jest miłość"
Człowiek
Człowiek, cóż za dziwne stworzenie. Przez całe życie staram się pojąć prawdziwą istotę naszego istnienia. Po co tak właściwie żyję, po co starać się być dobrym skoro dookoła tyle zła i nienawiści. Wszystkie moje starania żeby coś zmienić i tak wyglądają tak jakbym rzucał kamieniem w wodę, przepadają w ciemnych głębinach ludzkiego sumienia.. Sam nie jestem ideałem, ba wsumie większość czasu jestem strasznym chamem, ale w głębi duszy staram się być dobrym człowiekiem...
Pomimo że sam popełniłem wiele błędów w ciągu mojego jakże krótkiego życia, nie mogę znieść jak bliskie mi osoby wpadają w złe towarzystwo i zmieniają się diamentalnie, zarzucając mi że ich nie znam, ze pakuję się z butami w ich życie. Przecież dobrze wiem że tacy nie jesteście, czemu schodzicie na złą drogę... Chodzi o lans, chęć popisania się przed innymi, czy może jeszcze coś innego?
Czemu kręci nas złe towarzystwo, czemu wszystko co złe tak nas przyciąga, czemu osoby które się w to wplątują nie widzą problemu...czemu nie pozwalają sobie pomóc?
Czemu?
Nowy dzień
Budzę się znowu rano i pierwsze myśl która przychodzi na myśl, powtarza tylko bez przerwy..."kolejny dzień, bez celu", "po jaką cholerę ja tu w ogóle jestem, przecież nie mam dla kogo żyć."
Co jest lepsze, żyć z nadzieją czy umierać bez złudzeń...?
Uczucia
Mówisz żebym zapomniał, żebym odpuścił bo nie ma już nadziei...Zostaw moje marzenia w spokoju, to przez nie dalej tu jestem, dalej potrafię cieszyć się resztkami życia. Czemu każesz mi zapomnieć o miłości? Chcesz żebym zabił najważniejszą cząstkę siebie? Wiara w miłość pozwala mi budzić się każdego dnia rano, z nadzieją że może już teraz będzie lepiej...